Bramkarz – najbardziej newralgiczna pozycja na boisku. Jego dobra dyspozycja pozwala niejednokrotnie samodzielnie wygrywać mecze dla swojego zespołu, natomiast jego błędy są zawsze podkreślane przez co staje się przeważnie głównym winowajcą porażki. Jak więc po wielu już meczach E-LIGI można ocenić występujących w niej golkiperów?

Kluby uczestniczące we wspomnianych rozgrywkach przyjęły dwa modele kompletowania kadry –
z bramkarzem kierowanym przez gracza, bądź też przez konsolę. Zdania co do wyższości jednej opcji nad drugą są podzielone, chociaż przeważa pogląd, iż lepiej bezpieczeństwo swojej bramki powierzyć „żywemu człowiekowi”. Widać to szczególnie na przykładzie rzutów wolnych, które mogą stanowić śmiertelną broń, gdyż zawodnik sterowany przez konsolę praktycznie się nie porusza i wystarczy tylko dobrze pocelować
w bramkę, aby zdobyć gola. Natomiast bramkarz kontrolowany przez gracza może zmieniać położenie na linii bramkowej co ma wielki wpływ na skuteczność obrony przy stałych fragmentach gry.

Skalski prezentuje równą formę przez cały sezon

Mimo niewątpliwych zalet takiego rozwiązania kluby E-LIGI bardzo różnie podeszły do tego zagadnienia. Obecnie na osiem ekip już tylko trzy mają golkiperów sterowanych przez CPU. Ta statystyka byłaby jeszcze lepsza, gdyby z GKS Tychy nie rozstał się Mateusz Tworzewski, który na początku sezonu był mocnym punktem swojego zespołu. Lider z Wrocławia dopiero w obecnym oknie transferowym sprowadził do siebie „realnego” bramkarza – Roberta Zemczaka z GKS Jastrzębie pozostawiając jego były klub bez należytego następcy. Inny zespół ze Śląska – Ruch cały czas stawia na bota w bramce i nie słychać nic, aby w najbliższym czasie miałoby się to zmienić. Czołowymi postaciami swoich drużyn są też na pewno Jakub Jaszkowski, Damian Skalski, Wojciech Sztymelski, czy też sensacyjny debiutant z Górnika Zabrze – Piotr Umywalnik, od których postawy wielokrotnie zależały wyniki meczów.

Umywalnik od połowy sezonu występuje na bramce Górnika

Wszyscy zdają sobie także sprawę, że zawodnika na tej pozycji najtrudniej jest odpowiednio wytrenować i być może to zniechęciło początkowo większość ilość klubów, aby postawić w bramce „realnego” gracza. A co na ten temat twierdzi komentator E-LIGI i jednocześnie redakcyjny ekspert Dawid Nowak?
– Z początku zaledwie 3 kluby zdecydowały się na ten ruch. Swoich sił próbował Jaszkowski, Skalski oraz Tworzewski. Było widać, że zawodnicy trenowali i ich gra mogła się podobać. W między czasie między słupki weszli Sztymelski, Zemczak oraz Umywalnik. Ten ostatni zaliczył fenomenalny debiut w Górniku, zapewniając swojej drużynie 3 pkt w meczu ligowym. Niestety swoją przygodę z bronieniem szybko zakończył Tworzewski, który reprezentował barwy GKS Tychy. W oknie transferowym również nie zdołał zasilić żadnej z ekip nad czym ubolewamy. Naszym celem było i jest zmotywowanie klubów do wystawiania swoich bramkarzy, by E-LIGA była trybem 11vs11 a nie wariacją komputerowo/graczową – kończy popularny „Pentoza”.

Po dotychczasowych meczach można wysnuć wniosek, że kluby, które postawiły na grywalnych bramkarzy raczej tego nie żałują, natomiast kluby z bramkarzem CPU prędzej czy później zdecydują się na obstawienie tej pozycji. W każdym razie, mecze w których występuje 11 graczy na pewno dodają smaczku lidze i uatrakcyjniają widowisko, a na tym zależy wszystkim.

Zostaw komentarz

Masz pytania? Napisz!