GKS Tychy – Zawisza Bydgoszcz 2-0 (2-0)

Bramki: Wiśniewski 8, gol samobójczy 26

GKS Tychy: CPU – Sajkiewicz, Zawadka, Dujka, Worwąg, Bajorek, Hurko, Piątek, Wiśniewski, Żagiel, Fabich (C)

Zawisza Bydgoszcz: JaszkowskiWyrzykowski, Szyszka, Polasik, Wierzbicki, Falkowski, Bednarek, Ciesielski, Lewicki, Lara, Jakubik

Pierwszy mecz 5 kolejki ELIGI rozpoczął się od zdecydowanych ataków gospodarzy, którzy już w 8min wyszli na prowadzenie po strzale Wiśniewskiego i świetniej asyście Żagla. Minutę później mogło być już 1-1, ale obrońcom GKSu udało się wybić piłkę tuż sprzed linii bramkowej. W 26min padła druga bramka dla tyszan, tym razem po samobóju jednego z defensorów gości. Po utracie drugiego gola Zawisza zaczął częściej atakować, osiągnął optyczną przewagę jednak nie przekładało się to na groźne sytuacje pod bramką GKSu.

Po zmianie stron szybko do wyrównania mógł doprowadzić Jakubik, ale z jego uderzeniem poradził sobie golkiper gospodarzy, natomiast w 55min strzał Falkowskiego przeszedł tuż nad bramką. W 58min nie po raz pierwszy w tym meczu z dobrej strony pokazał się Jaszkowski efektownie broniąc strzał Fabicha. Byłby on jednak bezradny w 73min, gdyby tylko Żagiel pocelował kilka centymetrów bardziej w lewo, a tak tylko ostemplował słupek. W 77min goście powinni w końcu zdobyć kontaktowego gola, ale w jednej akcji zaliczyli poprzeczkę i zablokowaną dobitkę, a szkoda, bo do końca meczu czekałyby kibiców olbrzymie emocje. Ostatecznie mądrze grający gospodarze dowieźli zwycięstwo do końca, a Zawisza niejako tradycyjnie do dobrej gry musi w końcu dołożyć lepszą skuteczność, wtedy wygrane na pewno przyjdą.

Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 2-3 (0-2)

Bramki: Tokarski 84, Chochoł 90+2 – Łoboda 24, Surma 30, D. Paczuła 53

Żółte kartki: Tokarski – D. Paczuła

Górnik Zabrze: CPU – Szypura, Łukomski, Żuber, Adamus, Grdeń (C), Nowakowski, Tokarski, Chochoł, Jakubowicz, Tomanek

Ruch Chorzów: CPU – Błaszczok, Kostro, Szyszło, Kolasa, D. Petrus (C), M. Petrus, D. Paczuła, Surma, Łoboda, K. Paczuła

Wielkie Derby Śląska potwierdziły starą piłkarską prawdę że w futbolu najbardziej liczy się skuteczność,
a niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Zabrzanie świetnie weszli w mecz i już w 2min zdobyli gola, jednak sędzia odgwizdał spalonego. W 19min powinno być już jednak 1-0 dla gospodarzy, ale Tomanek przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Ruchu. Swojej szansy nie zmarnowali za to w 24min goście, a konkretnie Łoboda, który po błędzie obrony Górnika spokojnie umieścił piłkę w siatce. Kolejną akcję zakończoną golem oglądaliśmy w 30min, gdy tym razem to Surma zachował się najsprytniej w polu karnym i to “niebiescy” prowadzili już 2-0.

Gdy w 53min ładnym strzałem z 16 metrów D. Paczuła zdobył trzecią bramkę dla swojego zespołu wydawało się że jest to jednocześnie koniec jakichkolwiek emocji w tym spotkaniu. Zabrzanom kompletnie nie kleiła się gra, choć na wyróżnienie na pewno zasługiwał Tokarski, który w 63min uderzył tuż nad bramką Ruchu, w 69min trafił z rzutu wolnego w poprzeczkę,a 84min zdobył w końcu kontaktowego gola dla gospodarzy. Kiedy w doliczonym czasie gry Chochoł zniwelował prowadzenie chorzowian do jednej bramki, chyba wszyscy sympatycy Górnika zadali sobie pytanie – dlaczego tak późno? Zabrzanie rzucili się do ostatniego, szaleńczego ataku, jednak na doprowadzenie do remisu zwyczajnie zabrakło czasu. Wielkie Derby Śląska zakończyły się pierwszą w ELIDZE, ale jak najbardziej zasłużoną wygraną Ruchu, który zaprezentował iście zabójczą skuteczność. Z kolei górnicy w dalszym ciągu nie mogą wyjść w trapiącego ich od kilku kolejek kryzysu, choć końcowe fragmenty dzisiejszego meczu dają nadzieję, że przy poprawieniu przede wszystkim skuteczności (tak jak w przypadku Zawiszy) wyniki wkrótce ulegną poprawie.

Widzew Łódź – Odra Wodzisław 1-0 (1-0)

Bramki: Więsyk 28

Widzew Łódź: Skalski Grzelak, Zdunek, Polaczyk, Winiarczyk, Mruz, Jakubowski, Zając (C), Więsyk, Gałęza, M. Uzdrowski

Odra Wodzisław: CPU – Peplinski, Gul, Wegner, Dusza, Rolbiecki (C), Silva, Schilkowsky, Lay, Rosak, Collis

Pierwsze minuty meczu, ku zaskoczeniu chyba wszystkich kibiców Widzewa należały do zespołu Odry Wodzisław, a stojący w bramce łodzian Skalski musiał się sporo nagimnastykować broniąc strzały Rosaka
i Rolbleckiego. Co nie udało się gościom, w 28min powiodło się widzewiakom, którzy objęli prowadzenie po ładnej asyście Zająca i strzale Więsyka. W 31min mógł być już remis, ale uderzenie Rosaka zatrzymało się na słupku bramki Widzewa. W 41min wydawało się, że nic nie uchroni już gości od straty drugiego gola, ale Uzdrowski ku powszechnemu zdumieniu w sytuacji sam na sam z bramkarzem Odry trafił tylko w słupek. Już w doliczonym czasie gry swoje szanse mieli Polaczek i Rolblecki, ale wynik nie uległ już zmianie i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem łodzian 1-0.

Trzy minuty po wznowieniu gry swojego drugiego gola mógł zdobyć Więsyk, ale jego strzał obronił golkiper Odry. W 65min chyba wszyscy oglądający mecz widzieli już piłkę w bramce Widzewa, ale Skalski tylko sobie znanym sposobem obronił główkę Lay’a z 5 metrów potwierdzając że w tym spotkaniu był postacią numer jeden. W 83min mecz ostatecznie mógł zamknąć Uzdrowski, ale tym i razem bramkarz gości okazał się lepszy broniąc jego uderzenie. W doliczonym czasie gry szansę z rzutu wolnego miał jeszcze Zając, ale wynik już się nie zmienił i ostatecznie po bardzo wyrównanym meczu i heroicznej postawie Skalskiego to łodzianie dopisują kolejne trzy punkty do swojego konta, rehabilitując się tym samym za przegraną ze Śląskiem Esports
w poprzedniej kolejce. Odra zaś, mimo pierwszej porażki w ELIDZE pokazała naprawdę kawał dobrej piłki,
po prostu dziś na Skalskiego nie było

Śląsk Wrocław Esports – GKS Jastrzębie 4-0 (2-0)

Bramki: Lewandowski 18, Bojarowski 89, Konowalski 45+1, 58

Żółte kartki: Sałagacki – Makarewicz

Śląsk Wrocław Esports: CPU – Nowak, Konowalski, Polanowski, Salagacki, Bola (C), Rolnik, Bojarowski, Hruszka, Lewandowski, Michalczuk

GKS Jastrzębie: ZemczakStruch, Glessman, Kucharczuk, Głowinkowski, Makarewicz, Bojko, Sz. Kozłowski, Krosowski, Antas, Wegański

Kończący 5 kolejkę ELIGI mecz lidera z wiceliderem okazał się jednostronnym widowiskiem, choć długimi fragmentami nic nie zapowiadało na to, że skończy się on tak wyraźnym zwycięstwem gospodarzy. Goście mądrze się bronili i starali się wyprowadzać szybkie kontrataki i nawet gol w 18min Lewandowskiego dla Śląska Esports nie zmienił ich nastawienia. Obrona wrocławian również grała bardzo uważnie,
nie dopuszczając do większych spięć pod swoją bramką, choć w 38min Krosowskiemu niewiele brakło by pokonać z rzutu wolnego golkipera Śląska Esports. Niestety dla GKSu dali się oni zaskoczyć w doliczonym czasie gry, gdy po rzucie rożnym Zemczaka pokonał Konowalski.

W 58min oglądaliśmy niejako kopię drugiej bramki dla gospodarzy, a szczęśliwym strzelcem okazał się ponownie stoper Śląska Esports. Po tym straconym golu z jastrzębian wyraźnie uszło powietrze i nie atakowali oni już z takim rozmachem jak na początku meczu, choć cały czas starali się odgryzać wrocławianom jak chociażby w 80min, gdy ich golkiper musiał się sporo natrudzić, aby obronić strzał Kozłowskiego. W 89min ostateczny cios zadał gościom Bojarowski ustalając wynik spotkania na 4-0 dla Śląska Esports, który niebezpodstawnie typowany jest coraz częściej na przyszłego zwycięzcę ELIGI i dzisiaj pokazał że nie są to przewidywania na wyrost.

Zostaw komentarz

Masz pytania? Napisz!