GKS Jastrzębie – Zawisza Bydgoszcz 1-2 (1-1)

Bramki: Wegański 44 – Jakubik 10, M. Kozłowski 55

Żółte kartki: Wyrzykowski (Z)

GKS Jastrzębie: ZemczakStruch, Bojko, Glessman, Paterak (C), Makarewicz, Sz. Kozłowski, Krosowski, Antas, Bałdyś, Wegański

Zawisza Bydgoszcz: Jaszkowski Wyrzykowski, Szyszka, Polasik, Krystyniuk, M. Kozłowski, Ciesielski (C), Falkowski, Lewicki, Joudatt, Jakubik

Świetne widowisko obejrzeli licznie zgromadzeni kibice na rozpoczęcie 4 kolejki E-LIGI. I choć to faworyzowani gospodarze dzięki akcjom Bałdysia i Sz. Kozłowskiego aktywniej rozpoczęli mecz to broniący bramki Zawiszy Jaszkowski od początku pokazywał że dzisiejszego wieczoru będzie bardzo trudno go pokonać. W 10min
to goście trochę nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie po przepięknym strzale Jakubika z rzutu wolnego.
Ten sam zawodnik trzy minuty później mógł podwyższyć wynik, ale tym razem Zemczuk poradził sobie z jego uderzeniem. W 25min odpowiedział w końcu GKS i Jaszkowski musiał się sporo natrudzić by obronić strzał
po rzucie rożnym. W 29min kolejną kapitalną okazję zmarnował Zawisza, a konkretnie Jakubik,
który w sytuacji sam na sam trafił wprost w Zemczuka. A że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić
to w 44min bydgoszczanie dostali bramkę do szatni po strzale Wegańskiego i asyście Krosowskiego z rzutu wolnego.

Szybko po zmianie stron, bo już w 49min gospodarze mogli objąć prowadzenie, ale Bałdyś trafił prosto w Jaszkowskiego. W 55min zawodnicy Zawiszy zdobyli kolejną kapitalną bramkę, tym razem po strzale z woleja
z 16 metrów w wykonaniu M. Kozłowskiego. Potem w głównej roli wystąpili bramkarze obu drużyn – Jaszkowski broniąc uderzenia Wegańskiego i Antasa oraz Zemczuk radząc sobie ze strzałem M. Kozłowskiego. Do końca spotkania, mimo naporu GKSu goście mądrze się bronili, wybijając Jastrzębian z uderzenia i tym samym odnieśli trochę niespodziewane, ale jak najbardziej zasłużone zwycięstwo poparte dodatkowo dobrą grą i żelaznym egzekwowaniem założeń taktycznych.

Mecz został zweryfikowany jako walkower dla GKS Jastrzębie 3:0. Więcej TUTAJ

Odra Wodzisław – Ruch Chorzów 3-3 (2-1)

Bramki: Rosak 3, 27, Perges 89 – D. Paczuła 40, Łoboda 65, 73

Żółte kartki: Rosak (O)

Odra Wodzisław: CPU – Rozenbajgier, Gul, Wegner, Śliwa, Rolbiecki (C), Silva, Perges, Lay, Rosak, Powaga

Ruch Chorzów: CPU – Błaszczok, Kostro, Więcek, Surma, D. Petrus (C) , D. Paczuła, Szumny, Nadratowski, Łoboda, K. Paczuła

Kolejne w tym sezonie derbowe spotkanie idealnie rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy już w 3min wyszli na prowadzenie po dobitce Rosaka do pustej bramki. “Niebiescy” natychmiast ruszyli do ataku i bramkarz Odry musiał się sporo natrudzić, aby w 5min i 15min obronić strzały K. Paczuły i Nadratowskiego. Gdy w 27min Rosak mocnym strzałem po długim rogu podwyższył prowadzenie wodzisławian wydawało się że jest już
po meczu. Jednak stracony gol wbrew oczekiwaniom wcale nie załamał gości, którzy w 40min w końcu złapali kontakt, gdy dwójkową akcję Szumnego i Nadratowskiego celną główką zakończył D. Paczuła.

Początek drugiej połowy należał jednak do gospodarzy, którzy w 55min i 62min po uderzeniach Powagi i Silvy zmusili golkipera Ruchu do dużego wysiłku. W 65min na tablicy wyników za sprawą Łobody widniał już wynik 2-2, a ten sam zawodnik w 73min po rzucie rożnym wyprowadził gości na prowadzenie. I gdy wydawało się że “Niebieskim” uda się w końcu odnieść pierwsze ligowe zwycięstwo w 89min po ogromnym zamieszaniu w polu karnym Perges zdobył wyrównującego gola dla Odry. Jednak to chorzowianie już w doliczonym czasie gry mieli na nodze piłkę meczową, ale Łoboda z 5m uderzył tuż obok bramki gospodarzy i ostatecznie mecz zakończył się remisem, który chyba nie krzywdzi żadnej ze stron, choć w ekipie Ruchu z pewnością będzie panował olbrzymi niedosyt.

Śląsk Wrocław Esports – Widzew Łódź 3-1 (1-1)

Bramki: Rolnik 34, Hałat (s) 66, Lewandowski 89 – Gałęza 32

Żółte kartki: Bola – Grzelak, Gałęza

Śląsk Wrocław Esports: CPU – Nowak, Konowalski, Polanowski, Klimas, Bola (C), Rolnik, Bojarowski, Hruszka, Lewandowski, Michalczuk

Widzew Łódź: Skalski Grzelak, Zdunek, Polaczyk, Mruz, Hałat, Jakubowski, Zając (C), Więsyk, Gałęza, M. Uzdrowski

Z dużej chmury mały deszcz. Tak najkrócej można podsumować pierwsze 45 minut meczu zapowiadanego jako hit E-LIGI. Oba zespoły postawiły w pierwszej kolejności na zabezpieczenie dostępu do własnej bramki oraz żelazną realizację założeń taktycznych. Nic więc dziwnego, że na pierwszą groźniejszą akcję przyszło czekać kibicom do 32min i była to od razu akcja bramkowa. Dalekie podanie z rzutu wolnego Zająca na gola zamienił Gałęza wyprowadzając gości na prowadzenie…,którym cieszyli się tylko dwie minuty, gdy w zamieszaniu pod bramką Widzewa najsprytniejszy okazał się Rolnik pakując piłkę do bramki. Niestety już do końca pierwszej połowy w dalszym ciągu oglądaliśmy piłkarskie szachy zakończone remisem 1-1.

Po zmianie stron dobrą okazję w 58min miał Lewandowski, ale trafił wprost w dobrze interweniującego Skalskiego. Bramkarz Widzewa był już jednak bezradny, gdy w 66min po rzucie rożnym Śląska Hałat zmienił kierunek lotu piłki i to gospodarze objęli prowadzenie 2-1. Łodzianie natychmiast rzucili się do ataku, jednak nie mogli poradzić sobie z bardzo dobrze broniącymi się i znakomicie ustawionymi zawodnikami WKSu. Mimo to do wyrównania mógł doprowadzić w 81min Zając, ale jego uderzenie zostało powstrzymane na spółkę przez bramkarza i obrońcę gospodarzy. W 89min było już jednak po meczu, gdy Lewandowski główką pokonał Skalskiego po kolejnym, świetnie wykonanym rzucie rożnym. Ostatecznie Śląsk Esport zasłużenie wygrał z Widzewem 3-1, a kluczem do zwycięstwa, nie pierwszy raz w tym sezonie okazały się stałe fragmenty gry. Widzewiacy zaś muszą wrócić do tego, co prezentowali od początku ligi, czyli do agresywnego ataku od pierwszych minut. Dziś tego zabrakło, a szansa na rehabilitację czeka już w następnej kolejce.

Górnik Zabrze – GKS Tychy 3-4 (3-1)

Bramki: Jakubowski 5, Chochoł 12, Tokarski 26 – Wiśniewski 11, Trejster 47, 51, Fabich 77 (k)

Żółte kartki: Łukosz, Grela – Hurko, Bajorek, Wiśniewski

Górnik Zabrze: CPU – Szypura, Łukomski, Łukosz, Orłowski, Grdeń (C), Grela, Tokarski, Chochoł, Jakubowicz, Tomanek

GKS Tychy: CPU – Hejak, Zawadka, Dujka, Domański, Bajorek, Hurko, Piątek, Wiśniewski, Trejster, Fabich (C)

Jeżeli mecz Śląska Esports z Widzewem pod względem ilości bramek trochę rozczarował kibiców to zamykające kolejkę śląskie derby wynagrodziły im to z nawiązką. Już w 5min gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Jakubowicz po asyście Tomanka. W 11min mieliśmy remis za sprawą celnego strzału Wiśniewskiego. Minutę później ponownie prowadzili zabrzanie po golu Chochoła. Kiedy w 26min na 3-1 podwyższył Tokarski wydawało się że jest już po meczu, ale goście mimo tak niekorzystnego wyniku nie odpuszczali i w 35min Wiśniewski uderzył tuż obok bramki Górnika co miało zwiastować jeszcze większe emocje w drugiej połowie.

Na początku drugich 45 minut okazało się, że zabrzanie jak mawia klasyk “nie wyszli jeszcze z szatni”,
co w 47min i 51min bezwzględnie wykorzystał Trejster doprowadzając do remisu. Górnikom w tej połowie kompletnie nie kleiła się gra, a w 62min tylko słupek i pudło Fabicha uratowało ich przed stratą kolejnego gola. Co się jednak odwlecze…W 77min bramkarz Górnika sfaulował w polu karnym Fabicha, a rzut karny
na gola zamienił sam poszkodowany. Do końca spotkania mimo prób gospodarzy nie padła już jednak żadna bramka i tym samym to goście po kapitalnej pogoni odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie dodajmy,
jak najbardziej zasłużenie. Zabrzanie zaś przegrali trzeci kolejny mecz pokazując, że chyba faktycznie dopadł ich jakiś kryzys. Czy w następnej serii spotkań nastąpi w końcu przełamanie?

Mecz zostanie powtórzony zgodnie z komunikatem Komisji Ligi. Więcej informacji TUTAJ

Zostaw komentarz

Masz pytania? Napisz!